Razem z żoną, staramy się poświęcać naszym dzieciakom tyle czasu, ile to możliwe. W każdy weekend znajdujemy więc czas na wspólne wyjście. Czasem do kina, czasem na pizzę, czasem na lody. W tygodniu jednak, muszę przyznać, że nie do końca mam czas i energię na to by być blisko dzieci. Moja praca wymaga ode mnie sporego zaangażowania. Niestety nie tyczy się ono tylko godzin stricte roboczych. Często po powrocie do domu, około godziny 20, muszę jeszcze przez kilka godzin popracować przy komputerze, odpowiadając na maile od klientów, czy też składając niezbędne zamówienia.

Dlatego też, w tygodniu ciężar zajmowania się dziećmi, polegający także na dostarczaniu im jakiejś rozrywki, spada całkowicie na barki mojej żony. Jestem jej za to dozgonnie wdzięczny. Nie każda kobieta bowiem akceptuje taki stan rzeczy. Wraz z żoną dogadujemy się jednak na tej płaszczyźnie bardzo dobrze. Mimo tego, iż ona także pracuje na pełen etat, nie ma co ukrywać, że to ja jestem głównym żywicielem rodziny. Pod względem finansowym moja firma rozwinęła się na tyle dobrze, że sugerowałem nawet żonie rezygnację ze swojej pracy w sklepie. To oczywiście na nic. Agnieszka jest zbyt ambitna by zadowolić się prowadzeniem domu. Szanuję te decyzję i jeszcze bardziej podziwiam ją za to, co robi dla naszego małżeństwa i dzieciaków. W zamian za mało czasu w tygodniu, zaoferowałem żonie i dzieciom, że oprócz cotygodniowych wspólnych wyjść, możemy także spędzać wspólnie w domu soboty, wspólnie się bawiąc. Całą trójka zareagowała na ten pomysł bardzo pozytywnie, w związku z czym nazajutrz po pracy podjechałem do sklepu z artykułami młodzieżowymi by zakupić jakieś fajne gry dla dzieci. Okazało się, że ten pomysł był prawdziwym strzałem w dziesiątkę. W każdą sobotę po obiedzie, zasiadamy wspólnie do stołu w salonie i przez kilka godzin gramy w różnego rodzaju gry. Najczęściej są to tzw. „planszówki”. Dzieciaki uwielbiają gry typu „Eurobusiness” czy „Monopoly”. Dla mnie, jako przedsiębiorcy jest do dodatkowa frajda. Po pierwsze, lubię gry, które stawiają przed nami jasny i konkretny cel. Po drugie serce mi się raduje, gdy widzę jak u moich rosnących jak na drożdżach dzieciaków, rozwija się żyłka przedsiębiorczości. Prawdę mówiąc, zanim wpadłem na ten pomysł z zapełnieniem sobotniego czasu, nie zdawałem sobie sprawy, że tego rodzaju gry, mogą nieść ze sobą szereg aż tak wielu korzyści dla rozwoju dziecka. Oczywiście, gramy też w prostsze gry, takie jak chińczyk, czy warcaby w parach. One także wymagają, szczególnie od młodych, rozwijających się umysłów maksymalnego skupienia. Podoba mi się to, że za sprawę tego pomysłu moje dzieci w czasie wolnym od zajęć nie „spoczywają na laurach”. Aktywność intelektualna jest na ten moment kluczowa dla mentalnego rozwoju moich pociech, dlatego z żoną staramy się ją im zapewniać. A, że można to robić w sposób ciekawy, np. grając w gry planszowe – korzystamy z tego i bawimy się wraz z nimi. Doszło do sytuacji, że dzieciaki bardzo się niecierpliwią i chciałyby zaczynać rozgrywkę jeszcze przed obiadem. Czasem zdarza się też, że przychodzą do mojego gabinetu w tygodniu i pytają się czy nie możemy wspólnie w coś pograć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo boli mnie serce gdy muszę odmówić, a także jak bardzo chciałbym móc nie odmawiać. Niestety, czasem po prostu nie mogę odłożyć obowiązków zawodowych na bok, nawet gdy w grę wchodzą moje kochane dzieci. W ten sposób jednak potęguję w nich chęć gry w sobotę, a wtedy już bez żadnych wyjątków zasiadamy do wspólnej zabawy. Zaskakującym jest także fakt, że dzięki grom planszowym, moje dzieci zostały w jakiś sposób odciągnięte od komputera. Niby granie w jedno nie koliduje z graniem w drugie. Niby dzieciaki robią lekcje zaraz po powrocie do domu i teoretycznie mogą wtedy do wieczora korzystać z komputera. I kiedyś faktycznie tak było. Dochodziło między nimi także do konfliktów, spowodowanych oczywiście chęcią korzystania z komputera.

Od czasu gdy wraz z żoną pokazaliśmy im jednak, że można się dobrze i inteligentnie bawić w tradycyjny sposób, ten komputer przestał ich jednak do siebie aż tak bardzo przyciągać. Uważam to za nasz wielki sukces. W czasach, w których każde dziecko mające 10 lat posiada swój własny telefon z olbrzymim wyświetlaczem i stałym dostępem do internetu, nasze wspólnie spędzane soboty, sprawiły, że moje dzieci nawet mając możliwość skorzystania z komputera nie zawsze są skłonne by to robić. Zdarza im się, że w tygodniu, spędzają wieczór grając w warcaby lub gry karciane. Czyż to nie jest piękne? Polecam wszystkim próbę zachęcenia swoich pociech do grania w „planszówki”. Efekty mogą być, jak widać piorunujące!

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here